czwartek, 26 lutego 2015

Usuwanie zmarszczek kwasem hialuronowym

Witajcie Kochani! Dziś post z przemyśleniami. I to takimi niecodziennymi, bo o takich sprawach z reguły nie myśli się codziennie, aczkolwiek mogę się mylić i pewnie są osoby, którym temat zmarszczek spędza sen z powiek. Ja do tych osób nie należę, ale przyznam, że ostatnio baczniej się przyglądam sobie. Jestem już w wieku, kiedy cera się zmienia (niestety). Mogę się z tym pogodzić albo nie. Jeśli się z tym pogodzę, pewnie będę o jeden problem „lżejsza”. Jeśli zaś się z tym faktem pogodzić nie będę mogła, wtedy mam do dyspozycji „wynalazki” medycyny. Usuwać zmarszczki, na dzień dzisiejszy, można na kilka sposobów. Jednym z nich jest likwidacja zmarszczek za pomocą kwasu hialuronowego. Nie wiem czy wiecie, ale kwas hialuronowy jest substancją, która naturalnie występuje w naszym organizmie, a przede wszystkim w skórze. I to właśnie on zapewnia jej właściwą elastyczność oraz nawilżenie. Niestety z wiekiem mamy go co raz mniej, dlatego skóra traci elastyczność i zaczynają pojawiać się zmarszczki. Ja mam skórę mieszaną, przetłuszczającą się w strefie „T”. Dzięki temu podobno starzeje się ona później. Faktycznie, problemu z widocznymi zmarszczkami jeszcze nie mam. Ale kiedy się uśmiecham, to moje zmarszczki mimiczne są bardzo widoczne, a że uśmiecham się dużo, to wiadomo, robią się jeszcze bardziej widoczne. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Nie jestem zwolenniczką jakiś poważnych ingerencji w swoje ciało, ale kiedy myślę o kwasie hialuronowym, to myślę sobie, że fajnie jest mieć w razie czego taką alternatywę. Bo skoro jest to substancja, którą mamy wszyscy w swoim organizmie, to nie widzę przeszkód, żeby w razie potrzeby sobie ją „uzupełnić”. Oczywiście wszystko w ramach rozsądku, nie chodzi mi o zrobienie z siebie sztucznej lalki. Więc tak sobie myślę, że za kilka lat, bardzo możliwe, że wezmę pod uwagę taki zabieg, dzięki któremu moja skóra odzyska elastyczność i naturalne nawilżenie. Taki zabieg nie jest szczególnie drogi (pod warunkiem, że zmiany nie są duże) a efekt może utrzymać się nawet kilkanaście miesięcy (a tak swoją drogą, szkoda, że nie na stałe). Z kolei druga sprawa to taka, że ja panicznie boję się igieł i mimo, iż podobno mam wysoki próg bólu, to sama myśl o tym , że może mnie coś boleć, mnie paraliżuje (jakbym Wam opowiedziała historie moich wizyt u lekarzy, gdzie musiała zostać użyta strzykawka, albo moich wizyt u dentysty, to można by z tego kilka tomów komedii napisać, ale o tym może innym razem). Mimo wszystko jak sobie myślę o tym kwasie hialuronowym i o efektach jego podania, to wydaje mi się, że spróbowałabym. Ale być może teraz tak mówię, bo póki co, myślę o tym ze świadomością, że jeśli w ogóle skorzystam, to za kilka (kilkanaście) lat. Niektórych może przekona fakt, że zabieg przeprowadzany jest ze znieczuleniem, ja jestem osobą, która najbardziej boi się właśnie znieczuleń :D Ale ok, kilka sekund bólu podczas znieczulenia, później około pół godziny sam zabieg (podobno już niebolesny – ale to pewnie zależy jak dla kogo) i w efekcie cieszymy się bardziej elastyczną, naprężoną i nawilżoną cerą. I tak pisząc to wszystko, zaczynam się zastanawiać, czy próbuję bardziej przekonać do redukcji zmarszczek Was czy siebie :D Oczywiście żartuję, nikogo nie chcę przekonywać, mam takie przemyślenia z tym związane, a że nie często zdarza mi się tyle do Was pisać, to postanowiłam dla odmiany właśnie to zrobić. Pamiętam, że kiedy pisałam o usg piersi, odebraliście to pozytywnie, a nawet miałam prywatne wiadomości po publikacji tamtego wpisu, więc pomyślałam, że tym razem też się z Wami podzielę takimi przemyśleniami, ale właśnie w temacie redukcji zmarszczek. Wszak aktualnie z tej metody korzystają nie tylko kobiety, ale również i mężczyźni. I tak jak pisałam wyżej, absolutnie nie chodzi mi tu o odmładzanie się na siłę i robienie sobie maski na twarzy, ale o to, żeby czuć się dobrze w swojej skórze i robić przy tym wszystko w granicach rozsądku. Bardzo jestem ciekawa co Wy o tym myślicie? Zastanawialiście się kiedyś nad takim rozwiązaniem? Jeśli tak, to podrzucam Wam link, z którego dowiecie się wszystkiego o takim zabiegu: https://www.tourmedica.pl/blog/usuwanie-zmarszczek-kwasem-hialuronowym. Całuję :* 










Instagram


poniedziałek, 23 lutego 2015

Idzie wiosna

Witajcie Kochani! A ja nadal zabiegana. Przygotowałam dziś coś wiosennego. No skoro zapowiadają szybką wiosnę, to trzeba się przygotować. Ja zaczęłam już poszukiwania lżejszej i kolorowszej odzieży. Jest coś, co szczególnie chcecie sobie na nadchodzący sezon kupić? Ja tak drobiazgowo się jeszcze nie zastanawiałam, ale przeszukałam coś  nie coś i wpadło mi w oko kilka rzeczy wartych uwagi. Może Wam też się coś spodoba?

Pastelowa marynarka - obowiązkowo chcę mieć :)




Pastelowa ramoneska też by się przydała :)



Uwielbiam kombinezony - taki na lato chcę mieć! :)



Ja już podobny mam i uwielbiam, więc jeśli ktoś szuka to ja polecam :)



Ta sukienka skradła mi serce - chcę ją! :)



Te spodnie też chcę :)


A to coś dla moich młodszych czytelniczek :) Są mega!



Piękna sukienka i do tego miętowa :)



No i na którą się zdecydować, jak wszystkie piękne :)



Szorty <3 Już myślę o lecie :)




A jeśli chcecie zobaczyć jeszcze więcej takich wspaniałości, to sprawdźcie sklep Sheinside, tam na pewno znajdziecie więcej wiosennych i letnich ciuszków. Całuję :*






Instagram


środa, 18 lutego 2015

Bourjois Rouge Edition Velvet - 10 Don't pink of it!

Nie miałam ostatnio czasu na robienie zdjęć, więc na look trzeba jeszcze chwilkę poczekać, mam nadzieję, że w weekend uda mi się nadrobić zaległości. Ale żeby nie było, że na blogu nic się nie pojawia, to mam dla Was kolejną pomadkę. Pisałam już na blogu albo na Instagramie, że wpadłam w nałóg kupowania pomadek i nawet na Insta pokazywałam moją (na razie jeszcze skromną) kolekcję. A, że moje koleżanki nie widzą mnie codziennie, a chcą wiedzieć jaki efekt na ustach mają moje nabytki, to proszą abym wrzucała zdjęcia na bloga. Dlatego też dziś kolejna. Tym razem firmy Bourjois z kolekcji Rouge Edition Velvet nr 10 Don’t pink of it! Co mogę powiedzieć o samej pomadce? Jest trwała, jest matowa i ma fajny kolor, bo jest on dość neutralny, przybliżony do koloru ust i świetnie sprawdza się w codziennym makijażu. Ale… śmierdzi (czy też smakuje) jak farba do ścian :D Jeśli ktoś jest na takie rzeczy wrażliwy, to pewnie się z nią nie polubi. Ja do takich wrażliwców nie należę, więc nie narzekam. Całuję :* 







Instagram


czwartek, 12 lutego 2015

Walentynkowo

Pamiętacie wpis z propozycjami sukienek, który jakiś czas temu wstawiałam? Kiedy robiłam ten wpis na końcu listy była pena sukienka. I nawet się nie spodziewałam, że tak mi ona utkwi w głowie. Musiałam ją mieć. Wykorzystałam tę sukienkę do zdjęć z myślą o Walentynkach, ale będzie dobra na wiele innych okazji. Tym razem zdjęcia zrobione w domu, więc przepraszam za słabszą jakość, ale tylko w ten sposób mogła ta sesja powstać. I to podczas remontu. Na szybkości sprzątałam, zanim zrobi się całkiem ciemno, bo niestety zdjęcia mam możliwość robić tylko w weekend. Mam jednak nadzieję, że jakość nie jest na tyle zła, aby przeszkadzać w oglądaniu. Całuję :* 



Sukienka/tutaj  ||  Buty, pasek/







Instagram

niedziela, 8 lutego 2015

Disney Princess

Witajcie późnym niedzielnym wieczorem. Chciałabym popisać, ale wybaczcie, cały weekend robiłam metamorfozę sypialni i jestem tak zmęczona, że jak sobie pomyślę, że rano do pracy, to chce mi się płakać. Mam tyle zaległości przez ten remont, że nie wiem kiedy wszystko nadrobię. Chyba nie chcę o tym teraz myśleć. Wrzucam Wam szybciutko zdjęcia kolejnego zwyklaka i zmykam się ogarniać, bo zasypiam na siedząco. Całuję :* 









Instagram

czwartek, 5 lutego 2015

Loreal Paris Prodigy 8.34 - Zachód Słońca

Witajcie Kochani. Przepraszam, że posty ostatnio pojawiają się tak nieregularnie i w długich odstępach, ale naprawdę nie mam czasu i robię wszystko co mogę, aby Was nie zaniedbywać. Dziś cały dzień byłam w delegacji, więc aby na szybko coś dla Was przygotować, pomyślałam, że wstawię post jakiego jeszcze na blogu nie było. Mianowicie, zawsze kiedy chcę zrobić eksperyment na włosach i zmienić kolor, przeszukuję Internet i sprawdzam jak dana farba (kolor) wyszedł innym. Teraz zdecydowałam się wypróbować coś z miedzianych blondów i natknęłam się na farbę Loreal Prodigy „Zachód słońca”. Kiedy chciałam sprawdzić efekt jaki daje ta farba, nie znalazłam nic w Internecie. Mimo wszystko zaryzykowałam i postanowiłam, że ja się podzielę "efektem końcowym", może komuś się przyda. Farbę trzymałam troszkę krócej niż zaleca producent, ale bałam się, że wyjdą zbyt rude. Podsumowując, mi efekt podoba się bardzo. Włosy mają miedziany, ciepły odcień a ciepłe odcienie bardziej mi pasują niż te zimne, w każdym razie w moim odczuciu. I ja się najlepiej z tym odcieniem blondu czuję. Nie wiem jeszcze jak to będzie przy spłukiwaniu się koloru, ale to wyjdzie „w praniu”. Wstawiam Wam fotkę, jak to u mnie wyszło, chociaż niektórzy z Was mogli ją już widzieć na Instagramie oraz na Facebooku. A w kolejnym wpisie, włosy już w pełnej okazałości. Całuję :* 







Instagram